Dziesięć minut przed ślubem usłyszałam prawdę, która wywróciła wszystko do góry nogami.
W przestronnej sali balowej starego hotelu wszystko lśniło luksusem. Kryształowe żyrandole — ciężkie od światła i historii — wisiały nad morzem białych hortensji. Stoły uginały się pod pozłacaną zastawą, a powietrze wypełniał zapach drogich perfum i cichy, elegancki szmer gości. To miało być wesele sezonu. Takie, o którym mówi się latami. A ja… ja byłam…